Absolwent Państwowego Liceum Sztuk Plastycznych w Poznaniu. Ukończył studia artystyczne w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Poznaniu. Dyplom z malarstwa uzyskał w pracowni prof. Włodzimierza Dudkowiaka w 1990 roku. Prowadzi działalność artystyczną zarówno w zakresie malarstwa sztalugowego, jak rysunku. Jego prace znajdują się wśród ludzi, w kolekcjach prywatnych w kraju i za granicą.
Najchętniej maluję i rysuję, ale interesuję się również szeroko pojętą sztuką. Dzięki temu odnalazłem swe własne ścieżki. Prowadzą mnie one ku odrębnemu stylowi, którego staję się powoli nie tylko niewolnikiem, ale i wiernym propagatorem. Ujawnię to poprzez wystawy, które mam w planie, a podczas których z jednej strony utracę na czas jakiś swe prace, ale z drugiej ujrzą one światło inne niż mej pracowni, odbiorca natomiast pozna ideę ukazywania człowieka w plątaninie spraw dnia powszedniego.
Mam nadzieję, że obrazy odnajdą nowe miejsca i zaczną żyć życiem nowych właścicieli. Tak więc moje idee pójdą w świat. Powinnością artysty jest tworzenie nie dla siebie, a dla innych. Co niniejszym czynię.
Jestem twórcą wszechstronnym, lubię eksperymentować, ale nie unikam tradycyjnych środków wyrazu, dlatego maluję lub rysuję pejzaże, bowiem natura jest niezwykłą inspiracją. Tworzę portrety. Oblicza ludzkie kryją jakaś tajemnicę, którą poznaję poprzez studium twarzy. Często wykorzystuję w pracy suche pastele, temperę i olej. Płótna, połacie bieli, pasjonują mnie niesamowicie. Jeżeli jest taka potrzeba, tworzę kopie znanych dzieł lub wariacje na ich temat.
W poszukiwaniu własnego stylu…
Twórczość moja, a właściwie jej wycinek, to cykl, który początkami sięga do czasów studenckich, a który jest zawsze obecny: człowiek uwikłany w swą codzienność, człowiek tyleż wolny, co zniewolony, skrępowany konwenansami, omotany codziennymi problemami. Wolny jednak! Czysty i gotowy na nowe wyzwania. Swą nagość może odziać we wszystko, czego dusza zapragnie: w wiarę, nadzieję czy miłość, nawet niestety w zawiść, złość, zniewolenie i wszelaką niemoc. Dokładnie tak, jak w życiu.
Przez moje prace, czyste, nie zarysowane, nie dotknięte pędzlem, ołówkiem, piórkiem, kartony, połacie białych płócien, przewędrowały już setki ludzi, istot szczęśliwych, wznoszących się ku niebu z euforii i podniecenia, ale ginących pod miażdżącymi stopami silniejszych. Taki oto obraz człowieka współczesnego, człowieka z przeszłości, teraźniejszości i z przyszłości, gdyż domeną ludzi było, jest i będzie: kochać, nienawidzić, śmiać się, bawić albo płakać, rodzić i ginąć, ukazują obrazy. Zachęcam, gdyż warto przyjrzeć się im i pomyśleć o każdym naszym dniu, naszym małym budowaniu z nitek czasu i trudu. Jesteśmy bowiem częścią wielkiego planu boskiego, kosmicznego bądź jakiegokolwiek innego. Czy nam się podoba, czy nie: byliśmy, jesteśmy, będziemy. A skoro takie nasze posłannictwo, to niech stanie się… sztuka!